Dermokosmetyki – poznaj fakty!

Nazywane kosmetykami aptecznymi, kosmeceutykami, produktami z pogranicza. Narosło wokół nich wiele mitów i niedomówień. Niektórzy przypisują im działanie lecznicze. Warto zbadać ich genezę i zrewidować percepcję dermokosmetyków.

LECZY CZY PIELĘGNUJE?

Zacznę od tego, że kosmetyk nie leczy, owszem pomaga, ale nie w sensie terapii, nie jest to jego zadanie, nie wynika to z jego składu, ani z procesu powstawania, czy nawet definicji. Ustawodawca nie wymaga od produktu pielęgnacyjnego spełnienia żadnych obietnic, chce mieć jednak pewność, czy wprowadzony do obrotu produkt jest bezpieczny. I to musi udowodnić ten, który wprowadza go na rynek.

Prawo nie wymaga od producentów kategoryzowania produktu. Dermokosmetyk to przyjęta umownie nazwa, która wskazuje na pewne cechy, którymi powinien się wyróżniać. Nie zwalnia nas to jednak od przestudiowania składu INCI. Nie każdy dermokosmetyk z samych deklaracji spełnia założenia kategorii.

Innymi słowy – jeśli masz nadreaktywną skórę, ze skłonnością do podrażnień, to wiedz, że nie każdy produkt z półki aptecznej, z napisem dermokosmetyk automatycznie będzie dla Ciebie idealny. Ale jest też szansa, że na półce drogeryjnej znajdziesz delikatny preparat, który nie zawiera substancji, które Ciebie podrażniają i nie będzie on sygnowany określeniem dermokosmetyk. Apteka jako kanał sprzedaży, czy też np. gabinety kosmetyczne nie predescynują producentów do komponowania określonego składu. Poza tym są też kwestie indywidualne, ale o tym kiedy indziej.

DERMOKOSMETYKI W LITERATURZE NAUKOWEJ

Termin „dermokosmetyk” został po raz pierwszy w indeksowanej literaturze naukowej użyty przez Sellesa i wsp. w 1990 roku. Jest on stosowany rzadziej od terminu „kosmeceutyk”, zwłaszcza w obcojęzycznych kręgach naukowych,  w związku z czym poświęcono mu także zdecydowanie mniej publikacji.

Definicja „dermokosmetyku”, umowna i popularnonaukowa określa, że:

To specjalny kosmetyk przeznaczony na określone dolegliwości skórne i dla ściśle określonych typów skóry, tworzony we współpracy z dermatologami i rozprowadzany wyłącznie w aptekach. Sugeruje się, że pojęcia „kosmeceutyk” i „dermokosmetyk” mają oznaczać „aktywne kosmetyki”, czyli produkty, które rzekomo łączą właściwości kosmetyku i leku.

Lek może mieć funkcje pielęgnujące, znamy maści z witaminami, czy inne produkty z grupy leczniczej dostępne bez recepty, które będą działały wzmacniająco na skórę, np. pianka z d-pantenolem stosowana na oparzenia. Sytuacja nie działa jednak odwrotnie, produkt nie może być jednocześnie kosmetykiem i lekiem. Zatem z punktu widzenia prawnego dermokosmetyki pozostają nadal w sferze kosmetyków i podlegają wymogom prawodawstwa kosmetycznego. Wszelkie inne próby zamglenia roli produktu pielęgnacyjnego są nadużyciem.

Wyjaśniam tę sytuację, wokół której narosło wiele nieporozumień. Nie znaczy to jednak, że taka kategoryzacja jest pozbawiona sensu. Wśród gąszczu kosmetyków łatwiej się poruszać, jeśli mamy wprowadzone pewne grupy o określonych cechach. Czego jednak wymagać od wzorcowego dermokosmetyku? Poniżej zebrałam 5 faktów, którymi powinien się cechować idealny produkt pielęgnacyjny, aby oficjalnie zasłużyć na to miano:

SKONCENTROWANY SKŁAD

Skład powinien być odpowiedni, przyjęło się założenie, że im krótszy, tym lepszy. Powinien być skoncentrowany na problemie, z którym ma sobie poradzić dany produkt. Jeśli ma wspierać terapię trądziku, to nie może pełnić zbyt wielu roli jednocześnie. To nie jest złota rączka, czy produkt – orkiestra, wielozadaniowy. Nie może obciążać skóry, przesuszać, powinien delikatnie pielęgnować i zawierać substancje najskuteczniejsze do określonej kuracji, o potwierdzonym naukowo działaniu. W naszym przykładzie będzie to kwas salicylowy, który jest też aktywnym składnikiem szeregu produktów leczniczych o działaniu keratolitycznym oraz przeciwzapalnym. Bez zbędnych balastów, tzn. barwników czy zapachów.

LABORATORYJNA FORMUŁA

Formuły dermokosmetyków powstają pod okiem naukowców, co przybliża je w założeniu do procesu powstawania leków. Jest problem i szukamy na niego rozwiązania, opierając się na badaniach naukowych. Jeśli odkrywamy nowatorskie sposoby podania substancji czynnej, to je stosujemy, aby jeszcze skuteczniej działały w określonej kuracji. Nie wystarczy napisać na produkcie, że zawiera witaminę C, znajdziemy wiele takich kosmetyków na rynku. Przed dermokosmetykiem stawia się wyższą poprzeczkę, witaminę C ma doprowadzić do głębszych warstw naskórka, nie pozwolić jej się po drodze utlenić, stąd np. zastosowanie liposomalnej czy nanosomalnej formy podania. Są to rozwiązania bardziej zaawansowane, droższe, ale skuteczniejsze.

POTRZEBY ODBIORCÓW

Dermokosmetyki kierowane są do wymagającego grona klientów, aczkolwiek nie tylko alergicy przekonali się do tej formy pielęgnacji, osoby z „bezproblemową” cerą uznają ją za bardziej skuteczną. Często jednak produkty apteczne trafiają w potrzeby wąskiej grupy odbiorców, którzy zmagają się z dolegliwościami rzutującymi na stan skóry. Indywidualne problemy spotykają się ze zrozumieniem producentów, którzy wychodzą naprzeciw, oferując specjalistyczne podejście np. linie pielęgnacyjne dla diabetyków, których skóra wymaga specjalnego traktowania, czy też dla pacjentów onkologicznych po radioterapii. Tu nie znajdziemy jednego produktu idealnego dla wszystkich, którego zapach będzie podobał się wszystkim i córka będzie go podkradać mamie, nie takie zresztą jest założenie dermokosmetyku. Wspieranie terapii, kojenie skóry, pielęgnowanie – nawilżanie i regeneracja w skuteczny i bezpieczny sposób, tu jest sedno.

HIPOALERGICZNE

Choć termin „hipoalergiczny” nie jest pojęciem naukowym, to jednak zakorzenił się na dobre i podpowiada nam, jaki powinien być kosmetyk. Otóż bezpieczny dla skłonnej do podrażnień skóry. Czyli należy wyeliminować te składniki, które najczęściej są przyczyną reakcji niepożądanych. Nie muszą się znaleźć w produkcie, aby pełnił on swoją rolę, co także przybliża go w stronę leku. Od tego ostatniego bowiem nie wymaga się, by miał mieniące się drobinki, piękny kolor, czy kuszący zapach. Podrażnienia często powodowane są przez barwniki czy też substancje zapachowe, stąd eliminuje się je lub redukuje ze składu dermokosmetyków. Konserwanty również mogą alergizować, przez co stosuje się te mniej podrażniające, ale nie eliminuje całkowicie, są nieodzowne, aby produkt nie został skażony drobnoustrojami – bakteriami, grzybami tuż po otwarciu. Wszak każdy zawiera sporo wody, a to idealne środowisko do kolonizacji. Warto o tym pamiętać, gdy pacjent zapyta o produkt bez konserwantów. Rozwinę ten temat niebawem.

URODA BEZ MODY

Dermokosmetyki nie są podatne na modę, w sensie dosłownym i przenośnym. Nie są promowane przez celebrytki, nie lansuje się je poprzez komunikację marketingową sprzężoną z emocjami. Wszystkim nam zależy na zdrowej cerze i dobrym stanie skóry ciała. Do tego dążą produkty dermokosmetyczne, aby umożliwić to każdemu, bez względu na przeszkody. Stąd w mniejszym stopniu produkty apteczne podatne są na modne składniki, nie ulegają trendom. Wykorzystują skuteczne formuły, a nie te będące na fali. W drogeriach możemy zauważyć, iż raz na topie jest złoto koloidalne, zaraz później olej arganowy. Wciąż pojawiają się nowinki, tajemniczo brzmiące składniki, zarówno te rodzime, jak i egzotyczne. Firmy wypuszczają nowości, ich cykl życia jest krótszy niż dermokosmetyków. Te ostatnie skupiają się na dostarczaniu skutecznego rozwiązania, a nie na przyjemności pielęgnacji.

Dobre, bo polskie – chmiel

Olej arganowy, kokosowy, algi to bardzo cenne surowce pochodzenia roślinnego. Nie występują jednak w naszej strefie klimatycznej. Kojarzą się egzotycznie, percepcja ich właściwości jest nieco odmienna niż w przypadku występujących lokalnie składników. Postrzegane są jako bardziej wartościowe, zachłystujemy się nimi, bo te rodzime nam się opatrzyły i nie generują efektu „wow”.

Prześledzimy w tej serii nasze, polskie surowce, które znajdują zastosowanie w pielęgnacji. Bądźmy z nich dumni, są blisko nas, co ma znaczenie także ekologiczne i ekonomiczne, produkty oparte na nich są bardziej dostępne cenowo i nie przemierzają wielu kilometrów generując zanieczyszczenia powietrza.

Słowa „Cudze chwalicie, swego nie znacie” nabiorą głębszego sensu także w wymiarze kosmetycznym.

 

PO PIERWSZE: CHMIEL

Chmiel i pierwsze skojarzenie? Oczywiście piwo. Piwo jest źródłem witamin z grupy B, mikroelementów i minerałów, które wspomagają we wspaniały sposób regeneracji skóry. Chmiel zaś ją oczyszcza, koi i łagodzi, zawiera flawonoidy, trójterpeny, rutynę, taniny, olejki eteryczne, żywice, terpeny i seskwiterpeny, garbniki, związki siarki.

Stymuluje produkcję kolagenu, elastyny i kwasu hialuronowego oraz regeneruje naskórek. W efekcie działa odmładzająco, dzięki zawartości fitohormonów, które wywierają korzystny wpływ na metabolizm skóry. Przyczyniają się tym samym do odbudowy naskórka, rozszerzają naczynka krwionośne, a co za tym idzie zwiększają zdolność komórek do lepszego przyswajania substancji odżywczych. W rezultacie skóra staje się lepiej ukrwiona i odżywiona. 

Piwo nie tylko smakuje, ale również kuruje, o czym przekonywał Arystoteles w IV wieku p.n.e., zalecając trunek jako środek nasenny. Złocisty trunek ma wiele zastosowań kosmetycznych i to znanych od lat. Pierwszym z nich są kąpiele, które odblokowują ujścia gruczołów i pobudzają krążenie krwi. Dzięki kompleksowi witamin B działa niezwykle odmładzająco na cerę oraz doskonale wpływa na skórę, włosy i paznokcie. Nasze babcie znały sposób na włosy pełne blasku, dodawały do ich płukania właśnie piwa. Ekstrakt chmielowy ma bowiem działanie przeciwbakteryjne i uspokajające, łagodzi i tonizuje skórę głowy i włosy, nadając im miękkość i puszystość. Warto wspomnieć, że wspomaga leczenie łupieżu i innych schorzeń skóry.

Chmiel wykazuje także właściwości przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze, dzięki czemu często dodawany jest jako podstawowy składnik kosmetyków do pielęgnacji skóry łojotokowej, skłonnej do trądziku. Produkty z chmielem łagodzą podrażnienia i stany zapalne skóry. Świetnie sprawdzają się przy pielęgnacji skóry wrażliwej i przy trudno gojących się ranach.

Fakt ten wykorzystuje marka Saela, opierając swoją linię produktów pielęgnacyjnych na właściwościach wyciągu z chmielu. Producent pochodzi z Czech, ojczyzny browarnictwa, które szczycą się łaźniami piwnymi i zabiegami opracowanymi na bazie chmielowego trunku. Marka oferuje nie tylko kosmetyki do włosów, ale również mydła, peelingi i maski. 

Wizerunek produktów nawiązuje do tradycji browarnictwa, na uwagę zasługuje szczególnie mydło, które uformowane jest w kształcie beczki, dzięki czemu jest atrakcyjne pod względem wizualnym wizualnym. Kolory produktów w większości pokrywają się ze złocistym trunkiem, co dowodzi faktu, że są oparte na ekstrakcie chmielowym. Firma doskonale rozpoznała grupę docelową, promuje bowiem swoje kosmetyki na festiwalach piwa, gdzie gości nie trzeba przekonywać do prozdrowotnych właściwości chmielowego napoju.

To sposób na budowanie marki w oparciu o wspólne wartości, mimo że dotyczą zupełnie odmiennej kategorii produktowej.

Innym produktem wartym wspomnienia jest szampon firmy Barwa, polskiego producenta kosmetyków z tradycjami. Przywracający blask szampon piwny swoje działanie zawdzięcza naturalnemu ekstraktowi z drożdży piwnych, które regenerują, wzmacniają strukturę włosów, jak i skórę głowy, pobudzając ją od zewnątrz. Idealna obietnica dla włosów cienkich, łamliwych. Firma zmieniła swój design – opakowania i komunikacja przeszły proces odświeżenia i stały się bardziej atrakcyjne wizualnie, co zaprasza do skorzystania z oferty młodszą grupę docelową.

Jednak oczyszczenie skóry głowy i włosów to pierwszy etap, dopełnieniem pielęgnacji jest odżywienie. I tutaj naprzeciw wychodzi firma Joanna, która w linii Tradycyjna Receptura prezentuje Odżywkę normalizującą opartą na chmielu i drożdżach piwnych, dedykowaną włosom przetłuszczającym się. Ekstrakt z chmielu przywraca miękkość i puszystość włosom, nie obciążając ich przy tym. Opakowanie poręczne, w designie popularnym na rynku masowym, atrakcyjna cena, stanowiąca wydatek kilkuzłotowy.

 

 

Nie tylko jednak włosy korzystają z dobrodziejstw wyciągu z zielonych szyszek. Nasza cera może także zyskać w kontakcie z tym ekstraktem. Właściwości przeciwbakteryjne chmielu wykorzystała firma Calluna Medica, tworząc Krem regulujący sebum o działaniu przeciwtrądzikowym. Produkt z górnej półki cenowej, jednak jak zapewnia producent fitohormony zawarte w chmielu wspomagają odnowę naskórka i poprawiają jego kondycję. Specyfik regeneruje, a przy tym działa oczyszczająco, ściągająco i bakteriostatycznie ograniczając powstawanie wyprysków. Recepturę dopełnia wyciąg z szałwii, tymianku i drożdży piwnych. Dobrodziejstwo natury zamknięte w bardzo eleganckim wydaniu.

 

 

Czy naturalne składniki kosmetyków są lepsze?

Barszcz Sosnowskiego, czy sięgnęłabyś po krem z wyciągiem z tej rośliny? Oczywiście, że nie, gdyż rokrocznie słyszymy ostrzeżenia, aby jej unikać, gdyż powoduje poważne oparzenia. Natura słynie z bogactwa odżywczych substancji, szczególnie pożądanych w kosmetyce. Produkty odzwierzęce, czy pochodzenia syntetycznego okryły się niesławą. Zbadajmy temat bliżej okiem praktyka.